PATRONI WSPÓŁCZESNEGO ŻYCIA NAUKOWEGO

Lista ta nie jest zresztą długa, inne bowiem nazwiska występują w kręgach tak lub inaczej ograniczonych, patronując nie tyle dyscyplinie jako całości, ile jej poszczególnym kierunkom (np. G. H. Mead — symbolicznemu interakcjo- nizmowi, A. Schutz — tzw. socjologii fenomenologicznej) bądź działom (np. K. Mannheim — socjologii wiedzy). Wśród socjologów żyjących jeden bodaj Parsons zajmuje pozycję równie eksponowaną — oczywiście, jeśli przyjmiemy zastrzeżenie sformułowane w punkcie 1. Nie zajmuję się tym, czy to dobrze, czy źle. W każdym razie jest inaczej niż w naukach przyrodniczych, gdzie rówieśnicy Durkheima czy Maxa Webera dawno przestali być patronami współczesnego życia naukowego.

PRAWIE WSZYSTKIE NAZWISKA

W ten sposób Simmel przekształcił się z formalisty w teoretyka małych grup, konfliktu itd. Są to w końcu rzeczy znane, ale nigdy ich systematycznie nie badano. Wydaje się jednak, iż owa zmienność czynników branych pod uwagę przy kreowaniu autory­tetów orientuje nas w kierunku i tempie przemian danej nauki. W każdym razie w badaniach nad autorytetami niezbędne jest uwzględnianie wymiaru historycznego. Ważne jest również dostrzeżenie, iż ci sami uczeni bywają autorytetami w różnych krajach z uwagi na zupełnie inne aspekty swej działalności. Prawie wszystkie przywołane do tej pory nazwiska to nazwiska socjo­logów zmarłych; po pierwsze dlatego, że występuję tu jako historyk nauki, nie zaś jako badacz jej stanu obecnego, po drugie, że skłonny jestem przypuszczać, iż najwyższe autorytety socjologii współczesnej to właśnie auto­rytety zmarłych: Marksa i Durkheima, Maxa Webera i Simmela.

ZDOLNOŚĆ KOJARZENIA

Równie późno czyn­nikiem kształtowania autorytetu socjologa stały się sprawności w zakresie badań empirycznych oraz zdolności kojarzenia teorii i empirii. W rezulta­cie historie socjologii pochodzące z różnych okresów poważnie różnią się od siebie: dawniejsze obejmują niemal wyłącznie „teoretyków”, nowsze uwzględniają coraz częściej „empiryków” i organizatorów. Niektórzy autorzy na nich właśnie koncentrują całą uwagę. Socjologowie cenieni kiedyś za swoją „arystotelesowską” wszechstronność, zaczynają stawać się odrobinę po­dejrzani, jeśli nie legitymują się zarazem konkretnymi osiągnięciami ba­dawczymi. Socjologowie, honorowani dawniej miejscem w podręczniku w na­grodę za oryginalność ich generalnej orientacji teoretycznej, stają się „kla­sykami” z zupełnie innych powodów.

ZWRÓCENIE UWAGI

Historyk wszakże musi zwrócić szczególną uwagę na pewne problemy, które mogą łatwo zostać przeoczone przez badacza nauki współczesnej. Mam tu nade wszystko na myśli zmienność autorytetów, czynniki, od których zależy ich kształtowanie się, i sposoby ich funkcjonowania w społecznościach uczonych. Artykuł ten dotyczy głównie trzeciej z tych spraw, ale przez chwilę warto także zatrzymać się nad drugą. Otóż w historii socjologii stosunkowo późno o    autorytecie uczonego zaczynają współdecydować takie czynniki, jak umie­jętność organizowania instytucji i badań naukowych, tworzenia zespołów, przyuczania studentów do rzemiosła itd. W gruncie rzeczy dopiero Robert E. Park zawdzięczał swoją pozycję osiągnięciom tego rodzaju w stopniu nie mniejszym aniżeli swym pomysłom teoretycznym.

FENOMEN FUNKCJONOWANIA

  1. Sprawą tą zajmuje się A. Podgórecki w artykule o legendzie naukowej  i do jego wywodów nie mam nic do dodania. Dla historyka ma ona niewielkie znaczenie, choć skądinąd zdaje on sobie sprawę, iż losy wielu koncepcji ułożyłyby się inaczej, gdyby ich twórcy pisali w innym miejscu, innym czasie lub w innym języku.Najciekawszy jest dla niego fenomen funkcjonowania autorytetu w życiu naukowym bez względu na to, w jaki sposób został kreowany. Rola histo­ryka różni się tutaj od roli moralisty i cenzora.’ 3. Pojęcie autorytetu, jakim posługuje się historyk nauki, nie powinno być inne od tego, jakim posługuje się socjolog (zbliżenie między historią a socjologią uważałem zawsze za bardzo pożądane).

BEZ WARTOŚCIOWAŃ

Gdybyśmy natomiast szukali socjologów podpi­sujących się bez zastrzeżeń pod teorią Parsonsa, okazałoby się rychło, że nader trudno ich znaleźć, co oczywiście nie znaczy, że jego wpływ jest słaby. Dlatego za autorytety uważam również ludzi zawzięcie krytykowanych i    zwalczanych: nawet wtedy, gdy brakuje im zwolenników czy wyznawców, wywierają wpływ na zachowania się innych’ludzi — w każdym razie tak długo, jak długo uważani są za źródło błędów lub złych przykładów.Terminu „autorytet” używam bez wartościowań, tzn. nie interesuję się tym, czy dany autor uzyskał swą wyróżnioną pozycję słusznie czy też niesłusznie, czy był rzeczywiście „kimś” czy też z jakichś niejasnych powodów zdobył sławę nieproporcjonalną do zasług.

NAJLEPSZE ŚWIADECTWO

Dzieje się tak zarówno dlatego, że zwalcza się z reguły przeciwników realnych, podczas gdy składanie hołdów wynika czasem z okoliczności najzupełniej w stosunku do nauki ubocznych, jak i dla­tego,, że dobrze znanym zjawiskiem rozwoju myśli jest zależność przez opo­zycję. Dlatego najlepszym świadectwem rozległości wpływów funkcjonalizmu Parsonsa w socjologii współczesnej jest liczba skierowanych przeciwko niemu publikacji krytycznych, a także to, iż większość nowych koncepcji teoretycz­nych zawiera w samym swym sformułowaniu zwrot „w odróżnieniu od” lub „w przeciwieństwie do”.

UNIKNIĘCIE NIEPOROZUMIEŃ

Pozwoli to uniknąć nieporozumień w wypadku, gdyby okazało się, że moje intuicje w tym za­kresie nadmiernie różnią się od opinii panującej.Pojęcie autorytetu kojarzy mi się z osobistością zdolną wywierać wpływ na zachowanie się innych ludzi niezależnie od tego, czy ich stosunek do niej jest pozytywny, czy negatywny. Wprowadzenie tego zastrzeżenia wydaje mi się szczególnie niezbędne wówczas, gdy zajmujemy się autorytetami w nau­ce lub, dajmy na to, w sztuce. Wydaje się bowiem, że intensywność reakcji krytycznych jest równie dobrym (jeżeli nie lepszym) wskaźnikiem czyjejś pozycji w społeczności uczonych czy artystów, jak intensywność pochwał zabiegów kontynuatorskich.

PODJĘCIE PRÓBY

W niniejszym artykule chcę przynajmniej częściowo pytanie to sformuło­wać. Odpowiedzieć na nie, rzecz jasna, nie potrafię, ponieważ jest ono skierowane pod adresem historyków socjologii, których dorobek pozostawia ciągle wiele do życzenia. Możliwe tu będzie co najwyżej przedstawienie paru pomysłów czy hipotez. Z góry uprzedzam, że mój wywód będzie daleki od systematyczności i kompletności. Co gorsze, samo pojęcie autorytetu pozostawię w stanie niedoprecyzowania, licząc na to, że inni współautorzy tego tomu chociaż w części mnie pod tym względem wyręczą.Nie podejmując w tym miejscu próby zdefiniowania autorytetu czy też autorytetu naukowego, uważam wszakże za wskazane udzielić pewnych wyjaś­nień co do sposobu, w jaki terminu „autorytet” używam.

SAMO PORÓWNANIE

Samo już porównanie podręczników historii socjologii wskazuje na niezwykłą zmienność hierarchii autorytetów, chociaż za każdym razem podaje się za trwałą. Sprawa tej ruchliwości autorytetów wydaje się niezmiernie ważna z uwagi na to, że poszczególni myśliciele przeszłości byli i są ośrodkami krystalizo­wania się opinii i myśli teoretycznej. W socjologii stosunkowo niewiele jest stanowisk całkowicie anonimowych. Ileż to razy dla uściślenia swych wypo­wiedzi odczuwamy potrzebę uciekania się do takich zwrotów, jak „w sensie durkheimowskim”, „w rozumieniu Marksa”, ,jak to określał Max Weber” itd.! Skoro tak jest, nie potrafimy opisać rozwoju socjologii, jeżeli nie posta­wimy m. in. pytania, jakie były jej autorytety.

error: Content is protected !!