OKREŚLONA ORIENTACJA

W wypadku Parsonsa uznanie autorytetu Durkheima i Webera, później zaś Freuda, Cooleya Marksa, nie było tym samym wyborem określonej orientacji. Było przede wszystkim wyborem takich myślicieli, wobec których warto i trzeba zająć własne stanowisko — myślicieli, których nie wolno zignorować, jeśli chce się rozwijać daną dziedzinę wiedzy. Taki właśnie stosunek do dawnych (i współ­czesnych) myślicieli mam na uwadze, kiedy mówię o autorytecie klasyka. Termin jest oczywiście umowny i można go byłoby zastąpić jakimś innym, gdyby nie to, że pociągająca wydaje się analogia z klasykami literatury. Pisarz czyta Balzaka, Dostojewskiego czy Prousta nie w tym celu, aby nauczyć się pisać tak jak oni — tak samo lub to samo.

NIE PRZYPADKIEM

Nie przypadkiem podejmował je właśnie Ame­rykanin, a więc człowiek z zewnątrz tych środowisk, w jakich owi myślicie­le występowali w takim lub innym stopniu w roli „mistrzów”. W dodatku Parsons wystąpił ze swoją książką w momencie teoretycznego kryzysu socjo­logii amerykańskiej i rozpowszechniającej się świadomości, że niemal nic nie nadaje się w niej do kontynuacji.Takie „równouprawnienie” różnych tradycji teoretycznych oznaczało nie­uchronnie zmianę stosunku do wybitnych myślicieli przeszłości: przestawali być oni wzorem do naśladowania, który nawet wtedy, gdy się go,odrzuca, określa niemal w całości sposób uprawiania działalności naukowej. Myślicie­le ci tracili swój autorytet „mistrzów”, uzyskując autorytet zupełnie innego typu – autorytet rzeczników alternatywnych rozwiązań, z których każde wy­maga konfrontacji z innymi, a także autorytet inspiratorów pomagających dawać sobie’radę z określoną problematyką bez konieczności zaakceptowa­nia całości ich punktu widzenia lub przynajmniej organizowania całego obrazu świata na zaproponowanych przez nich zasadach.

PIERWSZY SYMPTOM

Pierwszym symptomem zmieniania się tego stanu rzeczy było, jak się zdaje, Introduction to the Science of Sociołogy (1923) Parka i Burgessa. Ten popularny podręcznik socjologii, będący zarazem obszerną antologią tekstów socjologicznych, został napisany z wyraźną intencją połączenia wy­łączających się do tamtej pory tradycji teoretycznych. Pozycją dość prze­łomową z tego punktu widzenia była również The Structure of Social Actions (1938) T. Parsonsa, który dokonał swoistego „równouprawnienia” myślicieli tak różnych, jak m. in. Pareto, Durkheim i Max Weber. Rzecz zresztą nie tylko w tym, że chodziło o myślicieli różnych. Byli to myślicie­le, którzy cieszyli się przedtem autorytetem w zupełnie różnych środowiskach naukowych, teraz natomiast ich dzieło stawało się punktem wyjścia jednego przedsięwzięcia teoretycznego.

ANALOGICZNE ZJAWISKA

Podobnie wyglądały socjologiczne stosunki francusko- -niemieckie. Dopiero w okresie międzywojennym biblioteki socjologów w róż­nych krajach zaczęły się do siebie upodabniać. Analogiczne zjawiska występowały zresztą nawet w granicach poszczegól­nych krajów. We Francji np. socjologia rozwijała się dwoma niezależnymi w znacznej mierze nurtami — „statystyki społecznej” i durkheimizmu, które niewiele poświęcały sobie wzajemnie uwagi. W początkach XX w. rozprosze­nie i izolacja socjologów wydają się bodaj większe niż w czasach Spencera, Milla i Comte’a. Wczesna faza instytucjonalizacji socjologii oznaczała za­mykanie się w obrębie swoich „szkół” i budowanie jak gdyby od podstaw. W tych właśnie warunkach rodzą się autorytety „mistrzów”, o których inni mogą nic nie wiedzieć, chociaż „swoi” datowali od nich nierzadko początek właściwej działalności naukowej.

BEZPOŚREDNIE KONFRONTACJE

Nawet wówczas, gdy dochodziło do bezpośrednich kon­frontacji (takich np. jak dialog Durkheima z Marksem, Toenniesem czy Simmelem), nie miały one poważniejszych następstw, pozostając jedynie epizodami w biografii intelektualnej danego autora, które nie pozostawiały trwalszych śladów na działalności „szkoły”. Socjologia rozwijała się w oddziel­nych przegródkach narodowych, ideologicznych, zawodowych itd. Nie można nawet powiedzieć, że decydował o tym zawsze brak kontaktów. Socjologo­wie amerykańscy pokolenia Parka utrzymywali np. żywe kontakty z Niem­cami, ale zauważyli wśród nich Simmela, nie zaś Maxa Webera, który odkryty zostanie znacznie później, chociaż wcześniej znali go amerykańscy historycy gospodarczy.

WIELE CZYNNIKÓW

„Szkoły” socjolo­giczne nie tylko dość zasadniczo różniły się między sobą, ale i rozwijały się we względnej izolacji, w większej bodaj niż „szkoły” w ekonomii poli­tycznej czy psychologii.Wpłynęło na to wiele czynników: nierównomierność rozwoju socjologii w poszczególnych krajach, nieokreśloność jej granic, moc barier narodo­wych i ideologicznych itd. W rezultacie myśliciele uważani dzisiaj powszech­nie za wybitnych współtwórców socjologii, za jej „klasyków”, często w ogóle lub prawie się nie znali. Kiedy czyta się współczesne porównania Tocqueville’a z Marksem, Durkheima z Maxem Weberem, łatwo zapomnieć, że myśliciele ci oddziaływali długo w zupełnie innych — zamkniętych na wpływy wza­jemne — kręgach.

WE WSPÓŁCZESNEJ SOCJOLOGII

Takimi autorytetami są we współczesnej socjologii Mead i Schutz, chociaż w wypadku pierwszego z nich obserwujemy już interesujące zmiany, o    których będzie dalej mowa. Takim autorytetem byl Marks w socjologii amerykańskiej przed II wojną światową: jego koncepcje były ważne dla sto­sunkowo niewielkiej grupy zwolenników i przeciwników, przeciętny natomiast socjolog po prostu dzieło Marksa ignorował lub odrzucał bez żadnej szczegó­łowej dyskusji. Zajęcie stanowiska wobec Marksa nie należało, jeśli można tak powiedzieć, do obowiązków socjologa-teoretyka. Przykładów takich moż­na przytoczyć sporo. Jedną z osobliwości rozwoju socjologii wydaje się bowiem długotrwała dominacja wyłącznie autorytetów tego typu.

POD UWAGĘ

Nie biorę tu pod uwagę żadnych osobliwości głoszonych przez tych myślicieli koncepcji, ani tym bardziej takich czy innych ich cech osobowościowych. Interesuje mnie wyłącznie status przyznawany im przez ludzi współcześnie uprawiają­cych daną naukę. Mówiąc o autorytecie mistrza, mam na myśli autorytet ograniczony do kręgu uczniów, wyznawców i kontynuatorów. Czasami chodzić może oczy­wiście o wyznawców zbuntowanych i oceniających krytycznie swego mistrza, zawsze jednak będą to ludzie, dla których on właśnie i tylko on przygo­tował zakres i hierarchię problematyki. Działanie takiego autorytetu nie obej­muje całej zbiorowości socjologów, lecz ogranicza się do jakiejś jednej „szkoły”.

WŁAŚCIWY TEMAT

Właściwym tematem tego artykułu nie jest wszakże pojęcie autorytetu; nie są nim nawet czynniki jego kształtowania się. Interesują mnie tu przędę wszystkim zmiany sposobów funkcjonowania autorytetów w naukach społecznych — zmiany, które wydają się ważnym aspektem głębszych prze­mian tych nauk. Wydaje się mianowicie, iż w socjologii mamy do czynienia z historycznym następstwem dwóch różnych typów autorytetu. Pierwszy z nich nazywam autorytetem mistrza, drugi — autorytetem klasyka. Zaznaczam od razu, że rozróżnienie to nie jest rozróżnieniem typów myśli­cieli i najpewniej żaden z nich nie może być na stałe zaliczony do jednej z tych kategorii. Chodzi tu jedynie o rozróżnienie sposobów ich recepcji w różnych okresach i środowiskach, o to, jak są przyjmowani przez człon­ków społeczności uczonych — w tym wypadku socjologów.

PROBLEM AUTORYTETÓW

  1. Stwierdzam po prostu, że problem autory­tetów w socjologii okazuje się nieodłączny od problemu funkcjonowania tradycji naukowej. W tej sytuacji szczególnie wyraźnie ujawnia się to, na co od czasów Simmela wielekroć zwracano uwagę: autorytet nie jest imma- nentną cechą swego nosiciela, lecz czymś, co zostaje mu przydane lub odebrane w procesie interakcji społecznej, na którą on sam ma wpływ ograniczony lub — w wypadku socjologów zmarłych — żaden. Znika nato­miast zjawisko walki o autorytet poprzez wysiłek „nadążania”, czyli takiego przeformułowywania swej teorii, by odpowiadała ona coraz to nowym wy­maganiom i czyniła coraz to nowe krytyki bezprzedmiotowymi (przykładem takiej walki wydaje się od dawna twórczość Parsonsa). Znikają również czynniki pozamerytoryczne (np. osobowość), które taką rolę grają niekiedy przy kreowaniu autorytetów sezonowych.