NAOCZNY ŚWIADEK

Ważne jest, czy autor był naocznym świadkiem wypadku, jeśli nie, czy mógł zdobyć wiadomości wiarygodne. Od pierwszej chwili dąży historyk do tego, by informację pochodzącą od jednego autora skontrolować za pomocą innego źródła. Wszak już w średnio­wieczu znano powiedzenie, że wiadomość pochodząca od jednego człowieka jest wiadomością połowiczną, niepewną.Sprawa autorytetu przekazu źródłowego to zagadnienie obszerne, nie nadające się do tego, by je tu gruntownie omawiać. Na szczęście zajmowali się nim wszyscy autorzy metodologii historii, dzięki czemu też możemy czytelnika do tych dzieł odesłać. W krótkiej mojej rozprawce zamierzam- zająć się sprawą inną, mianowicie sprawą autorytetu uczonego historyka.

AUTORYTET W NAUKACH HISTORYCZNYCH

Uczeni zajmujący się klasyfikacją nauk stwierdzają dość często, że historia jest nauką opartą przede wszystkim na autorytecie. Rzecz oczywista, mówiąc czy pisząc tak, myślą przede wszystkim o autorytecie, jakim jest dla historyka przekaz źródłowy. Rzeczywiście każdy historyk, przystępując do pracy, musi dokładnie rozważyć sprawę autorytetu źródła, na którego podstawie przy­chodzi mu pisać dzieje. Jedną też z pierwszych czynności historyka jest zbadanie autorytetu twórcy danego źródła. Historyk musi postawić tu wiele pytań, przede wszystkim ustalić, kim był autor źródła, chodzi zarówno o jego stanowisko, jak i osobowość. Inaczej bowiem informuje o wypadkach wysoki urzędnik, inaczej prosty obywatel. Inną wartość ma informacja pochodząca od człowieka cenionego ze względu na swą prawdomówność, inną informacja pochodząca od notorycznego plotkarza.

DOSTRZEGANIE I DOCENIENIE

Według pierwszej stanowi ono symptom dostrzegania i doceniania nie­kwestionowanego dorobku nauki jako całości, dorabiania się przez nią swoiste­go „paradygmatu” stanowiącego wspólny punkt wyjścia do dalszych poszu­kiwań i dyskusji. Według interpretacji pesymistycznej obecność „klasyków” w socjologii współczesnej byłaby jedynie pochodną jej zaawansowanej insty­tucjonalizacji i wzmożonej tolerancji poglądów innych przedstawicieli tego sąmego fachu, tolerancji, która płynąć może po prostu z braku rzeczywistego zainteresowania. Skłonny jestem sądzić, że — mimo wszystko — słuszniejsza jest pierwsza interpretacja.  Ujęcie słowa „paradygmat” w cudzysłów wydaje się niezbędne dla podkreślenia, że zostało ono użyte w znaczeniu bardzo odległym od tego, którym operuje Kuhn. Użyłem tego słowa w tym celu, aby zwrócić uwagę na sytuację, w której społeczność uczonych nie rozporządza jeszcze paradygmatem w sensie ścisłym, niemniej osiąga już pewien poziom zgody co do tego, jakie problemy są rzeczywiście w danej nauce ważne i wymagają w pierwszej kolejności rozwiązania.

NIEZBĘDNE W SYTUACJI

W tej sytuacji niezbędne stają się takie narzędzia opisu przemian zachodzących w socjologii, które umożliwiałyby z jednej stro­ny zdawanie sprawy z postępów integracji, z drugiej zaś – uwzględnienie trwającej i odnawiającej się dezintegracji; stąd zawarta w tym artykule propozycja ujęcia problemu autorytetu. Analiza procesów rodzenia się „klasy­ków” umożliwia nam wgląd w zjawiska integracji socjologii, zaś obserwacja funkcjonowania tych samych i innych autorów jako „mistrzów” dostarcza dodatkowego materiału na temat żjawisk jej dezintegracji. Pojawienie się w socjologii współczesnej pewnej liczby niewątpliwych „klasyków” poddaje się dwojakiej interpretacji: optymistycznej i pesymistycz­nej.

SZUKAJĄC ODPOWIEDZI

Szukając odpowiedzi, już to uwydatnia się przesadnie wszelkie symptomy jedności, już to poprzestaje na konstatacji, że podziały jak były, tak są. Tymczasem najciekawszym bo­daj fenomenem socjologii współczesnej jest to, że postępom integracji to­warzyszą nowe zróżnicowania i podziały, walka zaś „szkól toczy się w warunkach względnej jedności, której podstawą jest zarówno poczucie przynależności do tej samej społeczności uczonych (co ma zresztą swoje instytucjonalne odpowiedniki), jak i pewien zasób wspólnych pojęć, proble­mów i lektur, nie dający się przez żadnego socjologa po prostu zigno­rować. Każdy, kto zajmował się systematycznie socjologią współczesną, zdaje sobie sprawę, jak trudno jest wyodrębnić w niej zamknięte w sobie „szkoły”: wszelkie możliwe podziały wielorako się krzyżują, a poszczególnych autorów trudno na ogół jednoznacznie przyporządkować do jednej i tylko jednej orientacji teoretycznej.

ZŁOŻONY PROBLEM

Dzieje się tak i dziać musi tak długo, jak długo socjologia jest obszarem zasadniczych sporów teoretycznych i me­todologicznych.Sformułowane wyżej pytanie dotyczy więc w istocie tego, w jakiej fazie integracji teoretycznej znajduje się obecnie socjologia i jaki jest jej kierunek rozwoju pod tym względem. Problem to nadzwyczaj złożony, toteż nie za­mierzam zatrzymywać się nad nim dłużej tym bardziej, że zaprowadziłoby to nas w rejony nazbyt odlegle od właściwego tematu tego artykułu. Warto jednak zwrócić uwagę, iż nad rozważaniami z tego zakresu ciąży od dawna pewna symplifikacja, która utrudnia rozumienie i dostrzeganie odbywających się procesów. Otóż skłonni jesteśmy sprowadzać wspomniany problem do pytania: Czy istnieje już jedna nauka socjologii, czy też nadal dyscyplina ta pozostaje rozbita na wielość „szkół” i kierunków?

HISTORYCZNE NASTĘPSTWO

W związku z tym nasuwa się pytanie: Czy istotnie mamy do czynienia z historycznym następstwem typów autorytetu naukowego w socjologii, czy też może raczej naukę tę-cechuje trwałe współistnienie obu? Czytelnik za­uważył zapewne, iż w moim dotychczasowym wywodzie były zawarte obie supozycje. Wydaje się, że w pewnych granicach prawdziwa jest zarówno jedna, jak i druga. Następstwo historyczne ma miejsce w tym sensie, że dopiero na pewnym etapie swego rozwoju socjologia dorabia się swoich „klasyków”, a ponadto każdy „klasyk” jest w niej najpierw „mistrzem” je­dynie swojej własnej „szkoły”. O współwystępowaniu możemy mówić w tym sensie, że ugruntowanie się autorytetu pewnej liczby „klasyków nie kończy bynajmniej ery pojawiania się „mistrzów”, których autorytety pozostają ogra­niczone do jakiegoś jednego kierunku.

INNY RODZAJ AUTORYTETU

Innego rodzaju autorytetem jest np.H. Mead dla H. Blumera niż, dajmy na to, dla T. Parsonsa. Inny jest autorytet Marksa dla marksistów niż np. dla Dallmayra, kiedy ten próbuje określić stanowisko socjologii fenomenologicznej wobec marksizmu.Socjologia współczesna jest tedy terenem współwystępowania obu‘wyróż- nionycłi przeze mnie typów autorytetu. Autorytety „klasyków” są czynnikiem jej jedności, autorytety „mistrzów” — zróżnicowania. Charakterystyczne wy­daje się to, iż te drugie pojawiają się przede wszystkim w tych środo­wiskach, które wykazują skłonność do kwestionowania wartości socjologii jako jednolitej i w pełni ukształtowanej nauki (symboliczny interakcjonizm, fenomenologia itp.). W odróżnieniu od socjologii XIX w. autorytety mistrzów kreowane są nie tyle na zasadzie izolacji i niewiedzy o innych szkołach, ile na zasadzie świadomego wyboru takiego patrona, który wydaje się wolny od słabości tzw. nauki oficjalnej bądź też kierunków uznanych za domi­nujące.

DOBRY PRZYKŁAD

Dobrym przykładem jest zwłaszcza stosunek do Durkhei­ma, którego popularność stale rośnie, chociaż już od dawna nie ma on bezpośrednich kontynuatorów. Najciekawsze wydaje się wszakże to, że zaczął on być dostrzegany i uznawany nawet poza obszarami kontynuacji pośredniej, a więc na przykład przez symbolicznych interakcjonistów. W socjologii amerykańskiej ostatniej dekady obecny w taki sposób stał się również Marks, tj. trudno byłoby wskazać taki kierunek teoretyczny, którego przedstawiciele nie uważaliby za niezbędne zajęcie wobec niego jakiegoś stanowiska i usytuo­wania jego puścizny teoretycznej w całości socjologicznego dziedzictwa. Oczy­wiście, prócz „klasyków” istnieją nadal „mistrzowie”, a nierzadko ci sami myśliciele występują — w zależności od kierunku, środowiska czy szkoły — raz w jednej, raz w drugiej roli.

ZWIĄZANE Z AUTORAMI

Po prostu nie może ich nie czytać, skoro tworzy w obrębie kultury, której wyobrażenia literackie są jakoś (na „tak” albo na „nie”) z tymi autorami związane. Wykształcony Polak może nie lubić Żeromskiego, ale nie może o nim nie słyszeć i nie mieć jakiegoś do niego stosunku. Status „klasyka” w ukształto­wanej społeczności naukowej wydaje się najzupełniej analogiczny. Chodzi o  względnie powszechne uznanie wagi czyjegoś dzieła bez zakładania wszakże, iż zawiera ono cokolwiek w stanie gotowym lub wymaga uzupełniania wyłącznie w szczegółach. Klasyk to ktos, do kogo wypada mieć określony stosunek i to stosunek poważny, chociaż nie musi to być wcale stosunek kontynuatorski.We współczesnej literaturze socjologicznej możemy wyraźnie zaobserwować liczne objawy kształtowania się takiego właśnie stosunku do wybitnych twórców socjologii.