NIE PRZYPADKIEM

Nie przypadkiem podejmował je właśnie Ame­rykanin, a więc człowiek z zewnątrz tych środowisk, w jakich owi myślicie­le występowali w takim lub innym stopniu w roli „mistrzów”. W dodatku Parsons wystąpił ze swoją książką w momencie teoretycznego kryzysu socjo­logii amerykańskiej i rozpowszechniającej się świadomości, że niemal nic nie nadaje się w niej do kontynuacji.Takie „równouprawnienie” różnych tradycji teoretycznych oznaczało nie­uchronnie zmianę stosunku do wybitnych myślicieli przeszłości: przestawali być oni wzorem do naśladowania, który nawet wtedy, gdy się go,odrzuca, określa niemal w całości sposób uprawiania działalności naukowej. Myślicie­le ci tracili swój autorytet „mistrzów”, uzyskując autorytet zupełnie innego typu – autorytet rzeczników alternatywnych rozwiązań, z których każde wy­maga konfrontacji z innymi, a także autorytet inspiratorów pomagających dawać sobie’radę z określoną problematyką bez konieczności zaakceptowa­nia całości ich punktu widzenia lub przynajmniej organizowania całego obrazu świata na zaproponowanych przez nich zasadach.

error: Content is protected !!