Psycholog dla młodzieży – Warszawa

Okres buntu ma to do siebie, że trudno go nie zauważyć. Gdy spokojne do tej pory dziecko, zaczyna się dziwnie zachowywać, to nie należy od razu popadać w panikę. Na początku wystarczająca jest wnikliwa obserwacja. Może się bowiem okazać, że problem wcale nie jest tak poważny, na jaki wygląda. Wszystko zależy jednak od okoliczności. Dla nastolatków niezwykle ważne są kontakty towarzyskie i aprobata ze strony otoczenia. Gdy jej nie otrzymuje to, może czuć się zawiedziony. O dziwo, nie kolegami, ale samym sobą. Od najmłodszych lat, należy budować w dziecku poczucie własnej wartości, a także nauczyć mówienia „nie”. Te wydawałoby się banalne kwestie, są bardzo istotne w późniejszych latach. W każdej szkole jest do dyspozycji psycholog dla młodzieży Warszawa, nie jest pod tym względem wyjątkiem. Nawet jeśli rodzic przegapi niepokojące momenty, to jest szansa, że taki specjalista je wychwyci i w porę zareaguje. Pomoc, która jest otrzymana w porę, może uchronić dziecko przed przykrymi w skutkach konsekwencjami.

NIE PRZYPADKIEM

Nie przypadkiem podejmował je właśnie Ame­rykanin, a więc człowiek z zewnątrz tych środowisk, w jakich owi myślicie­le występowali w takim lub innym stopniu w roli „mistrzów”. W dodatku Parsons wystąpił ze swoją książką w momencie teoretycznego kryzysu socjo­logii amerykańskiej i rozpowszechniającej się świadomości, że niemal nic nie nadaje się w niej do kontynuacji.Takie „równouprawnienie” różnych tradycji teoretycznych oznaczało nie­uchronnie zmianę stosunku do wybitnych myślicieli przeszłości: przestawali być oni wzorem do naśladowania, który nawet wtedy, gdy się go,odrzuca, określa niemal w całości sposób uprawiania działalności naukowej. Myślicie­le ci tracili swój autorytet „mistrzów”, uzyskując autorytet zupełnie innego typu – autorytet rzeczników alternatywnych rozwiązań, z których każde wy­maga konfrontacji z innymi, a także autorytet inspiratorów pomagających dawać sobie’radę z określoną problematyką bez konieczności zaakceptowa­nia całości ich punktu widzenia lub przynajmniej organizowania całego obrazu świata na zaproponowanych przez nich zasadach.

PODJĘCIE PRÓBY

W niniejszym artykule chcę przynajmniej częściowo pytanie to sformuło­wać. Odpowiedzieć na nie, rzecz jasna, nie potrafię, ponieważ jest ono skierowane pod adresem historyków socjologii, których dorobek pozostawia ciągle wiele do życzenia. Możliwe tu będzie co najwyżej przedstawienie paru pomysłów czy hipotez. Z góry uprzedzam, że mój wywód będzie daleki od systematyczności i kompletności. Co gorsze, samo pojęcie autorytetu pozostawię w stanie niedoprecyzowania, licząc na to, że inni współautorzy tego tomu chociaż w części mnie pod tym względem wyręczą.Nie podejmując w tym miejscu próby zdefiniowania autorytetu czy też autorytetu naukowego, uważam wszakże za wskazane udzielić pewnych wyjaś­nień co do sposobu, w jaki terminu „autorytet” używam.

Dziel i rządź!

Już od dawna znana jest skuteczność metody „dziel i rządź”, może więc, Czytelniku, powinieneś ją zastosować! Mam na myśli dwie najważniejsze sfery życia: zdrowie (fizyczne, umysłowe i duchowe) i… sukces. Zacznijmy od ZDROWIA. Szczególnie godna polecenia może być recepta dr. Williama Oslera: „Każdego dnia przeżywaj tylko jeden dzień”. No cóż, słusznie powiedział dr Osler – „Brzemię jutra sumując się z ciężarem dnia dzisiejszego przeradza się w bagaż nie do udźwignięcia”. Tak jest rzeczywiście! Przeciążenie wywołane chęcią podołania zbyt wielu zadaniom jednocześnie niszczy człowieka fizycznie, umysłowo i duchowo. Aż dziw bierze, że ludzie przyjmują na swoje barki ciężary jutra, zastanawiając się: „Co zrobię z…?”; „A jeśli zdarzy się…?”; „Jak znajdę czas na zrobienie tak wielu rzeczy i spotkanie się z tyloma ludźmi?”… W ten sposób „jutro” przeżywane jest dzisiaj. Na domiar złego jakże często „przerabia się” wciąż na nowo i w kółko zadania wczorajsze. „Co by było, gdybym powiedział, że…?”; „A gdybym tak powiedział, że…”; „Dlaczego wtedy o tym nie pomyślałem?”… W ten sposób człowiek zamiast zajmować się sprawami bieżącymi, wielokrotnie traci i analizuje sprawy minione, a także rozważa przyszłe, hipotetyczne zdarzenia. I nic dziwnego – w pewnej chwili załamuje się! Rada dr. Oslera okazuje się więc bardzo słuszna: „Każdego dnia przeżywaj tylko jeden dzień”. Dziel i rządź!

Co wówczas pozostanie

Dr Walter Scott, słynny psycholog i rektor Northwestern University, głosił: „O sukcesie lub niepowodzeniu decydują bardziej postawy (myśli) niż zdolności umysłowe”. Disraeli rozpatrywał sprawę z innej strony: „Karm swój umysł wielkimi 1 myślami – bohaterów czyni wiara w bohaterstwo”. Duchowny John William Teal ujmuje tę kwestię podobnie: „Stanowcza j MYŚL staje się ludzkim życiem. Najbliższy przyjaciel nie jest w stanie tak • ukształtować ludzkiego życia jak własne MYŚLI”. A oto, co powiedział na ten temat Isaac Taylor: „Nie rozwój, lecz i MYŚLENIE tworzy ludzkość”. Z kolei Johann Pestalozzi, szwajcarski nauczyciel, mawiał: „Wyłącznie j MYŚLENIE czyni prawdziwego człowieka. Wystarczy odjąć myślenie od ludz- • kiego życia… Co wówczas pozostanie?” A Konfucjusz: „Nauka bez MYŚLI to daremna praca”.
I jeszcze raz Emerson: „Żadne osiągnięcie, żadna współpraca i żadna nauka nie są w stanie zrekompensować braku wiary” (nacechowanej pewnością myśli). Nie sposób pominąć Henry’ego Forda: „Gdy MYŚLISZ, że potrafisz, łub gdy MYŚLISZ, że nie potrafisz – masz rację”.
Zgodnie z cytowanymi opiniami MYŚLI określają, kim człowiek jest i kim będzie, są źródłem siły osobowości i najważniejszym źródłem osiągania sukcesów. Bo, jak ujął to William Plumer – „MYŚLI nawet bardziej niż zewnętrzne działania ujawniają charakter człowieka”.
Do przytoczonych argumentów warto dodać jeszcze jeden – MYŚLI są w stanie obdarzyć człowieka darami szczęścia i przyjemności. Zacytujemy zatem coś ze starożytnych nauk Marka Aureliusza – „Szczęście w życiu zależy od jakości MYŚLI”.

MYŚLI — z nich buduje się życie!

Oto nauka zawarta w Biblii: „Jak człowiek myśli o sobie, takim się staje”. Według słów Buddy: „To, czym jesteśmy, jest wynikiem tego, o czym myśleliśmy wcześniej”. Marek Aureliusz, wielki filozof i imperator starożytnego Rzymu, twierdził: „Życie jest takie, jakim czynią je nasze myśli”. Osiemnaście wieków później William James, znany psycholog i filozof, potwierdził ten pogląd: „Wiara (nacechowana pewnością myśl) tworzy fakty”. Amerykański nauczyciel Amos Bronson Alcott nauczał następująco: „MYŚL oznacza życie, ponieważ ten, kto nie myśli, nie żyje w żadnym rzeczywistym ani wyższym sensie. MYŚLENIE TWORZY CZŁOWIEKA”.
Z wielu źródeł ludzkiej mądrości dowiadujemy się, że MYŚLI budują życie i że w bardzo rzeczywistym sensie MYŚLI SĄ LUDZKIM ŻYCIEM. George Sala ujął to podobnie: „Myśl rodzi myśl. Im więcej myślisz, tym lepiej możesz wyrazić samego siebie”. A zatem myśli są elementami tworzącymi SIŁĘ OSOBOWOŚCI. Emerson ujmuje całą rzecz kategorycznie: „Myśli rządzą światem”.

Nie jest ważne, ile masz lat! Twoje ciało nigdy nie jest starsze niż 100 dni!

Najwyższy już czas przestać się starzeć, patrząc ciągle na zegarek. Nie jest ważne, ile masz lat według kalendarza – Twoje ciało nigdy nie jest starsze niż 100 dni! Kto tak twierdzi?
Autorytet w sprawach starzenia się – dr Frederick Swartz, prezes komitetu do spraw starzenia się w Amerykańskim Stowarzyszeniu Medycznym. Dr Swartz powiedział, że badania medyczne wykazują, iż „żadna ze znanych człowiekowi chorób nie jest wynikiem upływu czasu”. Nie ma też znaczenia kalendarzowy wiek człowieka, ponieważ większość komórek organizmu jest maksymalnie w wieku 100 dni (komórki giną i stale regenerują się). Dr Swartz twierdzi, że w ciągu 100 dni następuje wymiana wszystkich komórek ciała, a większość z nich jest „wymieniana” znacznie wcześniej. A zatem, Czytelniku, w każdej minucie budujesz całkiem nowego siebie! Jeśli chodzi o ułomności, o których się mówi, że są przywilejem wieku i starzenia się, dr Swartz twierdzi: „Wpływ czasu na ludzkie ciało nie ma znaczenia – ważny jest wpływ otoczenia”. A otoczenie ma tak samo wymiar umysłowy, jak i fizyczny. Stąd wniosek, że wiele dolegliwości podeszłego wieku to na ogół wynik braku dobrego programu ćwiczeń fizycznych i umysłowych w codziennych zajęciach starszych ludzi.
Wielu starszych ludzi porzuca swe zainteresowania, podobnie jak kartki zdarte z kalendarza, ograniczając się do myśli, miejsc, wydarzeń i ludzi bezpośrednio z nimi związanych. W ten sposób zainteresowania zawężają się coraz bardziej, by w końcu w ogóle zaniknąć. A to oznacza początek końca. Jeżeli jednak nie chcesz godzić się na śmierć, a pragniesz żyć (nie egzystować, ale właśnie intensywnie żyć), musisz ten proces odwrócić. Zabierz się do podtrzymywania i rozszerzania zainteresowań miejscami, ideami, ludźmi, wydarzeniami i działaniami. Weź się do tego od zaraz, bez względu na wiek! Nigdy nie jest za wcześnie ani za późno, by zacząć. TERAZ jest odpowiednia chwila, by zacząć ćwiczyć swój umysł. Właściwie już zrobiłeś dobry początek, skoro czytasz tę książkę. Dzięki niej stymulujesz swój umysł, poddajesz go dyscyplinie, wytwarzasz niezwykłą siłę umysłu i siłę osiągania celów, o której nigdy nie miałeś pojęcia! Dodaj do tego jeszcze stałe rozszerzanie swych zainteresowań myślami, ideami, miejscami, wydarzeniami, działaniami i ludźmi, a okaże się, że myślisz w kategoriach młodości!

Co jest Twoją najbardziej wartościową cechą?

Odpowiedź na postawione w tytule pytanie z góry może określić predyspozycje człowieka do osiągania sukcesów. Precyzyjną odpowiedź, a zarazem jedną z metod osiągania sukcesów, sformułował wielki angielski naukowiec Thomas Huxley. Oto ona: „Najcenniejsze, co można zdobyć, to zdolność do: zmuszania samego siebie, żeby robić to, co należy zrobić;
wtedy, gdy powinno to być zrobione; bez względu na to, czy Ci się to podoba, czy nie.”
Oto najlepsza próba charakteru – odróżnia ona tych, którzy chcą działać, od tych, którym się nie chce. Cecha ta jest niezbędna i można pokusić się o stwierdzenie, że gdyby zajrzeć do wnętrza każdego człowieka, okazałoby się,  że niepowodzenie było wynikiem niedotrzymania przynajmniej jednego z wymienionych przez Huxleya warunków. Ponieważ sukces jest tak łatwy, a niepowodzenie tak tragiczne, nie do wiary wydaje się fakt, że ktoś może świadomie zdecydować się na niepowodze-. nie. Tymczasem wielu ludzi tak postępuje – nie robią tego, co trzeba zrobić, by, osiągnąć sukces! Co więcej – powód jest zupełnie prosty: ludziom zwyczajnie j nie chce się robić tego, co powinni i kiedy powinni. A zatem, Czytelniku, nie zwlekaj i zastosuj się do formuły nakreślonej ! przez Thomasa Huxleya. Jest to bowiem najcenniejsza cecha charakteru – bez 1 niej będziesz skazany na niepowodzenia!

Dobra wola, dobre życzenia

Nie zakładaj, że Twoja dobra wola jest dla Twojej rodziny czy znajomych tak zupełnie oczywista. Ludzie chętnie cos na ten temat usłyszą! A zatem nie tylko okazuj dobrą wolę, lecz i przy każdej okazji mów o niej bez zahamowań. Dobre życzenia. Jeżeli innym ludziom nie będziesz mówił, że im dobrze życzysz, nie będą o tym wiedzieli, a w najgorszym razie pomyślą, że ci na nich nie zależy, i świadomie lub podświadomie będą względem Ciebie nieczuli. Najważniejsze jest to, by dobrą wolę, docenianie i dobre życzenia wyrażać wobec wszystkich napotykanych ludzi i przy każdej możliwej okazji. Niewiarygodne, jak szybko można dzięki temu zyskać popularność, osiągnąć wiele sukcesów i szczęście! A ważniejsze jest to, że wyrażając dobrą wolę i dobre życzenia będziesz promieniował szczęściem na innych ludzi. Takie działanie, wolne od poszukiwania egoistycznych zysków, przyniesie Ci wiele dobrego, zgodnie z zasadą „jaki siew, takie zbiory”.

A jak nazywa się Twoja łódź ratunkowa?

Jeżeli pragniesz wywierać wpływ na innych ludzi, mniej krytykuj, a okazuj więcej współczucia. Bowiem okazywanie współczucia dla ich spraw, przekonań, nadziei i ideałów jest jedyną drogą do wywierania na nich wpływu. Natomiast działanie z pozycji przeciwnika jest równie głupie, jak nieskuteczne. Do niczego nie można dojść próbując wymuszać własny, pozbawiony współczucia punkt widzenia. Jeżeli pragniesz osiągać sukcesy, mniej krytykuj, a więcej współczuj. W dzisiejszych czasach człowiek bezwględny nie ma większych szans na
sukces, który można osiągnąć wyłącznie dzięki pomocnym dłoniom innych -i ludzi. Sposób jest więc prosty: postaraj się być „lżejszy”, by innym łatwiej było wynosić Cię do sukcesu!
Bernard Baruch wypowiedział następujące zdanie: „Dwie rzeczy są szkodliwe dla serca: wbieganie po schodach i zbieganie po ludziach”. Nie zbiegaj po ludziach (nie krytykuj ich), a stwierdzisz, że chętniej będą Ci pomagali wchodzić na schody (sukcesu).
To będzie zdrowsze dla Twego serca – zarówno fizycznie, jak i duchowo.

NAJCZĘŚCIEJ SPOTYKANI

Takich uczonych, takich autorytetów najczęściej jednak nie spotykamy osobiście w życiu, spotykamy się najwyżej z ich dziełami, najczęściej przysypanymi popiołem minionych stuleci. Powstaje teraz istotnie ważne zagadnienie ustosunkowania się historyka do autorytetu. Problem to pełen sprzeczności. Z jednej bowiem strony od wczesnego okresu studiów przyzwyczajano nas do szanowania autorytetów, opierania się na nich, dziś jeszcze nieraz dla poparcia własnego sądu przypominamy, że w tej sprawie opieramy się na autorytetach tak poważ­nych historyków, jak… (tu następują nazwiska). Nawyk ten pozostaje w nas na stałe, mimo że niejednokrotnie przekonaliśmy się, jak niepewny bywa autorytet nawet wielkiego uczonego i chociaż wiele z uznawanych dawniej dziś przestało być dla nas autorytetami.

DRUGI TYP AUTORYTETÓW

Drugi typ autorytetu naukowego to uczony o rozległej wiedzy, dosko­nałej znajomości warsztatu naukowego, piszący nawet mało, jednak rzeczy, które stanowią ważne pozycje w nauce, które w jakiś sposób przyczyniły się do pchnięcia w pewnych dziedzinach naprzód nauki historycznej. Za­szeregowałbym tu również uczonych, którzy zasłynęli z zastosowania nowej metody naukowej, nowego odczytania źródeł, w konsekwencji też spojrzeli w sposób nowy na znane historykom zagadnienia. Można by wreszcie mówić o trzecim typie historyka, który stworzył nową koncepcję zrozumienia historii, spróbował odpowiedzieć nie tylko wie es ge- wesen albo wie es geworden, ale jaki sens ma w ogóle historia albo lepiej powiedziawszy – do czego dzieje zmierzają, jak wytłumaczyć ten nie kończący się proces rodzenia, budowania, tworzenia i zgonów.

DLA MŁODEGO CZŁOWIEKA

Dla młodego człowieka rozpoczynającego studia historyczne w większościwypadków pierwszym autorytetem staje się jego pierwszy profesor. Spotyka­łem się z wypadkami, kiedy jako o autorytecie mówiono o ludziach, którzy w żadnym wypadku takimi autorytetami nie byli. Trzeba jednak stwierdzić, że stosunkowo szybko nawet młody człowiek uczy się odróżniać ziarno od plewy i akceptuje jako autorytety naukowe ludzi, którzy istotnie nimi są. Spróbujmy bez ambicji do pełnego wyczerpania zagadnienia ustalić główne rodzaje autorytetów historycznych. Na pierwszym miejscu, wydaje się, na­leżałoby postawić uczonego o rozleglej wiedzy, poważnej twórczości nau­kowej, szerokich horyzontach umysłowych i zdolności do formułowania poważ­nych sądów naukowych.

NAOCZNY ŚWIADEK

Ważne jest, czy autor był naocznym świadkiem wypadku, jeśli nie, czy mógł zdobyć wiadomości wiarygodne. Od pierwszej chwili dąży historyk do tego, by informację pochodzącą od jednego autora skontrolować za pomocą innego źródła. Wszak już w średnio­wieczu znano powiedzenie, że wiadomość pochodząca od jednego człowieka jest wiadomością połowiczną, niepewną.Sprawa autorytetu przekazu źródłowego to zagadnienie obszerne, nie nadające się do tego, by je tu gruntownie omawiać. Na szczęście zajmowali się nim wszyscy autorzy metodologii historii, dzięki czemu też możemy czytelnika do tych dzieł odesłać. W krótkiej mojej rozprawce zamierzam- zająć się sprawą inną, mianowicie sprawą autorytetu uczonego historyka.

AUTORYTET W NAUKACH HISTORYCZNYCH

Uczeni zajmujący się klasyfikacją nauk stwierdzają dość często, że historia jest nauką opartą przede wszystkim na autorytecie. Rzecz oczywista, mówiąc czy pisząc tak, myślą przede wszystkim o autorytecie, jakim jest dla historyka przekaz źródłowy. Rzeczywiście każdy historyk, przystępując do pracy, musi dokładnie rozważyć sprawę autorytetu źródła, na którego podstawie przy­chodzi mu pisać dzieje. Jedną też z pierwszych czynności historyka jest zbadanie autorytetu twórcy danego źródła. Historyk musi postawić tu wiele pytań, przede wszystkim ustalić, kim był autor źródła, chodzi zarówno o jego stanowisko, jak i osobowość. Inaczej bowiem informuje o wypadkach wysoki urzędnik, inaczej prosty obywatel. Inną wartość ma informacja pochodząca od człowieka cenionego ze względu na swą prawdomówność, inną informacja pochodząca od notorycznego plotkarza.

DOSTRZEGANIE I DOCENIENIE

Według pierwszej stanowi ono symptom dostrzegania i doceniania nie­kwestionowanego dorobku nauki jako całości, dorabiania się przez nią swoiste­go „paradygmatu” stanowiącego wspólny punkt wyjścia do dalszych poszu­kiwań i dyskusji. Według interpretacji pesymistycznej obecność „klasyków” w socjologii współczesnej byłaby jedynie pochodną jej zaawansowanej insty­tucjonalizacji i wzmożonej tolerancji poglądów innych przedstawicieli tego sąmego fachu, tolerancji, która płynąć może po prostu z braku rzeczywistego zainteresowania. Skłonny jestem sądzić, że — mimo wszystko — słuszniejsza jest pierwsza interpretacja.  Ujęcie słowa „paradygmat” w cudzysłów wydaje się niezbędne dla podkreślenia, że zostało ono użyte w znaczeniu bardzo odległym od tego, którym operuje Kuhn. Użyłem tego słowa w tym celu, aby zwrócić uwagę na sytuację, w której społeczność uczonych nie rozporządza jeszcze paradygmatem w sensie ścisłym, niemniej osiąga już pewien poziom zgody co do tego, jakie problemy są rzeczywiście w danej nauce ważne i wymagają w pierwszej kolejności rozwiązania.

NIEZBĘDNE W SYTUACJI

W tej sytuacji niezbędne stają się takie narzędzia opisu przemian zachodzących w socjologii, które umożliwiałyby z jednej stro­ny zdawanie sprawy z postępów integracji, z drugiej zaś – uwzględnienie trwającej i odnawiającej się dezintegracji; stąd zawarta w tym artykule propozycja ujęcia problemu autorytetu. Analiza procesów rodzenia się „klasy­ków” umożliwia nam wgląd w zjawiska integracji socjologii, zaś obserwacja funkcjonowania tych samych i innych autorów jako „mistrzów” dostarcza dodatkowego materiału na temat żjawisk jej dezintegracji. Pojawienie się w socjologii współczesnej pewnej liczby niewątpliwych „klasyków” poddaje się dwojakiej interpretacji: optymistycznej i pesymistycz­nej.

SZUKAJĄC ODPOWIEDZI

Szukając odpowiedzi, już to uwydatnia się przesadnie wszelkie symptomy jedności, już to poprzestaje na konstatacji, że podziały jak były, tak są. Tymczasem najciekawszym bo­daj fenomenem socjologii współczesnej jest to, że postępom integracji to­warzyszą nowe zróżnicowania i podziały, walka zaś „szkól toczy się w warunkach względnej jedności, której podstawą jest zarówno poczucie przynależności do tej samej społeczności uczonych (co ma zresztą swoje instytucjonalne odpowiedniki), jak i pewien zasób wspólnych pojęć, proble­mów i lektur, nie dający się przez żadnego socjologa po prostu zigno­rować. Każdy, kto zajmował się systematycznie socjologią współczesną, zdaje sobie sprawę, jak trudno jest wyodrębnić w niej zamknięte w sobie „szkoły”: wszelkie możliwe podziały wielorako się krzyżują, a poszczególnych autorów trudno na ogół jednoznacznie przyporządkować do jednej i tylko jednej orientacji teoretycznej.

ZŁOŻONY PROBLEM

Dzieje się tak i dziać musi tak długo, jak długo socjologia jest obszarem zasadniczych sporów teoretycznych i me­todologicznych.Sformułowane wyżej pytanie dotyczy więc w istocie tego, w jakiej fazie integracji teoretycznej znajduje się obecnie socjologia i jaki jest jej kierunek rozwoju pod tym względem. Problem to nadzwyczaj złożony, toteż nie za­mierzam zatrzymywać się nad nim dłużej tym bardziej, że zaprowadziłoby to nas w rejony nazbyt odlegle od właściwego tematu tego artykułu. Warto jednak zwrócić uwagę, iż nad rozważaniami z tego zakresu ciąży od dawna pewna symplifikacja, która utrudnia rozumienie i dostrzeganie odbywających się procesów. Otóż skłonni jesteśmy sprowadzać wspomniany problem do pytania: Czy istnieje już jedna nauka socjologii, czy też nadal dyscyplina ta pozostaje rozbita na wielość „szkół” i kierunków?